1. Wstęp
Po długich rozmyślaniach i nieudanej próbie wykonania tokarki we własnym zakresie zdecydowałem się w końcu na zakup gotowego urządzenia. W przedziale cenowym pomiędzy 2000 a 5000 PLN (grudzień 2022) w zasadzie nie ma wyboru. Jeżeli szukamy nowego urządzenia, opcja jest tylko jedna - zakup jednego z kilku wariantów mini tokarki produkcji chińskiej. Z markowych maszyn w tym zakresie znajdziemy jedynie Proxxona FD-150/E, ale jest to zupełna miniaturka o długości toczenia jedynie 150mm, przydatna chyba tylko dla modelarzy, może zegarmistrzów.
W tym wpisie nie będę opisywał maszyny jako takiej, w skrócie można powiedzieć że jest to w pełni funkcjonalna tokarka uniwersalna, potrafi to, co i duże maszyny, tyle że jest malutka, długość toczenia to 350 mm, waga około 40 kg, a długość całej maszyny to około 80 cm.
Maszyny z rodziny dalekowschodnich mini tokarek na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie, jednak nie do końca tak jest. Potrafią się one różnić między sobą dosyć istotnymi szczegółami.
Po pierwsze, co często jest wyraźnie podkreślone przez sprzedawców, różnią się materiałem z którego wykonane są koła zmianowe. Tańsze modele, poniżej 3000 PLN na ogół mają je wykonane z tworzywa sztucznego, w droższych znajdziemy już koła stalowe.
Drugim istotnym elementem jest budowa napędu: znajdziemy wersje z dwubiegową przekładnią we wrzecienniku oraz z bezpośrednim napędem wrzeciona za pomocą pasa zębatego. Z punktu widzenia możliwości obróbki ta pierwsza wersja jest oczywiście lepsza, gdyż pozwala uzyskać wyższy moment obrotowy na wrzecionie. Z drugiej strony, wersja bez przekładni jest cichsza, wiec jeśli nie macie warsztatu z prawdziwego zdarzenia, tylko dłubiecie sobie w domu, to pozostali domownicy i sąsiedzi znacznie mniej ucierpią...
Trzeci element to konik. Tutaj jest chyba najwięcej różnic. Wersji konika jest bardzo wiele, zasadniczo można je podzielić na dwie kategorie: blokowane śrubą/nakrętką i blokowane dźwignią. Druga opcja jest oczywiście wygodniejsza, znacznie ułatwia pracę.
Ponadto maszyny różnią się kolorem, "marką", dodatkowym wyposażeniem, niektóre mają gadżet w postaci wyświetlacza prędkości obrotowej wrzeciona.
2. Oględziny
Maszynę kupiłem przez portal Allegro od jednego z polskich dystrybutorów tego typu urządzeń. Maszyna przyjechała zapakowana w solidną skrzyneczkę ze sklejki, w środku zabezpieczona kształtkami styropianowymi. Na tym etapie bez zastrzeżeń. I tu idylla się kończy.
Maszyna jest zakonserwowana olejem, to logiczne, tak powinno być. Tyle że olej ten niesamowicie śmierdzi. Kto miał okazję serwisować jakąś bardzo starą maszynę, choćby do szycia, pokrytą wieloletnim kurzem zmieszanym ze stęchłym olejem maszynowym, na pewno wie co to za zapach. Dodatkowo olej ten znalazł się dosłownie wszędzie, także tam, gdzie nie powiniere_2022-12-29_19-27-05n: w silniku i szafce sterowniczej.
Idziemy dalej: zdejmujemy osłonę gitary i oto co ukazuje się naszym oczom:
![]() |
| fot. 1 |
Pęknięcie! Pierwsza myśl: koniec, maszyna do odesłania. Po bliższych oględzinach okazało się, że nie jest tak źle. Tulejka dystansowa którą tu widać, to standardowa tulejka ze stopu łożyskowego. Nic dziwnego, że pękła pod wpływem sił, których przenosić nie powinna. Na prawdę nie można było zrobić tego detalu ze stali? No trudno, będzie co toczyć.
Na zdjęciu powyżej widać też niebieski przewód. Tak, to przewód zasilający maszynę napięciem 230V. Przewód ten nie dość że znalazł się w pobliżu przekładni, to opierał się o śrubę pociągową posuwu... Ogólnie wszystkie przewody znajdujące się pod napięciem sieci wewnątrz maszyny były puszczone byle gdzie i byle jak, w pojedynczej izolacji nasączonej olejem, dyndały sobie wesoło koło elementów ruchomych, silnika, ostrych krawędzi łoża. Jeżeli kupicie taką maszynę, nigdy nie włączajcie jej bez dokładnego przeglądu! Ten sprzęt w stanie fabrycznym zagraża życiu i zdrowiu!
U mnie wszystkie przewody zasilające i ochronny zostały wymienione na nowe i puszczone w osłonach:
![]() |
| fot. 2 |
W dalszych krokach nic istotnego się nie zdarzyło: demontaż i czyszczenie ze śmierdzącego oleju konika, imaka, sanek narzędziowych, sanek poprzecznych, wreszcie ślizgu suportu i....
![]() |
| fot. 4 |
![]() | |
| fot. 5 |
Tak: to są ślady po kątówce. Chińczyk "skrobał" ślizg szlifierką.
Po zdemontowaniu uchwytu tokarskiego obejrzałem sobie flanszę i pomierzyłem bicie wrzeciona. Wszystko byłoby dobrze, bicie nie przekraczało 0,01 mm, gdyby nie jeden feler:
![]() | |
| fot. 6 |
Flansza została uderzona, albo upadła? Nie wiem, dość że powstały wgniot odkształcał powierzchnię przylegania uchwytu tokarskiego o 0,1 mm:
![]() | |
| fot. 7 |
W tym przypadku tokarka naprawiła samą siebie: po poskładaniu wszystkiego do kupy delikatnie przetoczyłem flanszę i feler udało się usunąć.
Przygód ciąg dalszy: chyba najważniejszy element maszyny, czyli łoże. Na pierwszy rzut oka bez zarzutu. Jednak po zamontowaniu suportu i wyregulowaniu luzu na prowadnicach, niespodzianka: przesuwając suport w stronę wrzeciennika pojawia się luz, przesuwając go w stronę konika nagle trafiamy na coraz większy opór. Górna i dolna powierzchnia prowadnicy pryzmatycznej nie są równoległe... Ponadto szlif prowadnicy pryzmatycznej jednak średnio się fabryce udał. Czyżby robili go na chińskiej maszynie? Z zdjęciu poniżej widać w których miejscach były "górki", które podskrobałem. Teraz suport przesuwa się w miarę dobrze, ale idealne wyregulowanie luzu nadal jest niemożliwe.
![]() |
| fot. 8 |
Dalsze prace przebiegły już w miarę gładko. Jedyną rzeczą nad którą trzeba było jeszcze się natrudzić było właściwe ustawienie silnika tak, aby zapewnić optymalne warunki pracy przekładni pasowej: ustawić silnik jak najbardziej równolegle do wrzeciona. Ze względu na jego byle jaki (choć w miarę solidny) sposób montażu jest to dość czasochłonne zadanie.
Istotna uwaga odnośnie montażu silnika: jest on mocowany do łoża na dwóch szpilkach wkręcanych w korpus. Szpilki te opierają się o magnes stały znajdujący się wewnątrz. Należy zachować szczególną ostrożność podczas dokręcania szpilek i potem nakrętek, aby nie doprowadzić do uszkodzenia magnesu! Najlepiej szpilek nie wkręcać do końca i blokować kluczem typu imbus podczas dokręcania nakrętek.
Było jeszcze parę nieistotnych drobiazgów typu brakujące, czy za krótkie śruby. Moja tokarka wyposażona jest w cyfrowy odczyt prędkości obrotowej wrzeciona. Układ ten jest oczywiście zepsuty. Nie świeci część segmentów na wyświetlaczu. Może to kiedyś naprawię.
Nie podoba mi się też sposób łożyskowania wrzeciona. Jest ono ułożyskowane na dwóch rzędowych łożyskach kulkowych, mocno ściśniętych w celu eliminacji luzu. Ten typ łożysk nie jest przeznaczony do obciążeń występujących we wrzecionie tokarki. Ponadto mocne ściśnięcie łożysk powoduje ich nagrzewanie w czasie pracy. Nie wróżę temu długiego żywota, liczę że w razie potrzeby uda się je zastąpić łożyskami stożkowymi.
3. Podsumowanie i pytanie: kupić gotową tokarkę, czy robić samemu?
Rozwiązanie idealne, acz aktualnie niedostępne: kupić maszynę jako zestaw do samodzielnego montażu i dopieścić. Unikniemy np. ślizgu traktowanego szlifierką...
Jeżeli mamy na podorędziu warsztat z minimum tokarką, frezarką, spawarką - można próbować samemu, choć ekonomicznie nie jest to opłacalne. Jeżeli dysponujemy tylko podstawowymi ręcznymi narzędziami, samodzielna budowa maszyny to droga przez mękę. Wiem, bo próbowałem. Może kiedyś zamieszczę na ten temat wpis.
Czy zatem opłaca się kupić chińską mini tokarkę? Moim zdaniem tak. Piszę to oczywiście z perspektywy majsterkowicza - hobbysty. Taka maszyna mimo wszystkich swoich przywar wydatnie zwiększy możliwości naszego warsztatu. Jakby nie była kiepska, i tak da lepsze efekty niż męczenie pilnikiem detalu zamocowanego w wiertarce. I chyba z takiej perspektywy trzeba na te maszyny patrzeć. Trzeba po prostu zdawać sobie sprawę z tego, co kupujemy i nastawić się na to, że czeka nas sporo pracy aby maszynę doprowadzić do stanu używalności. Jest to koszt, jaki moim zdaniem warto ponieść za to, że zyskujemy sprzęt, o którym jeszcze kilkanaście lat temu majsterkowicz-hobbysta z ograniczonym miejscem i budżetem nawet nie mógł pomarzyć.








